Skip to main content Scroll Top
layouty

W kampaniach promujących gry słowne sprawa jest dość prosta. Albo język działa, albo nie mamy o czym gadać.


W przypadku rozrywki w Aplikacji Wyborczej wszystko zaczęło się od jednego założenia: komunikat musi zmieścić się na niewielkim nośniku (online 350×250 px), ale też na większych (outdoor), a jednocześnie zachęcić do sprawdzenia gry, co wymaga wcześniejszego zainstalowania aplikacji. Bez długich opisów, bez tłumaczenia zasad.

Wyborcza.pl regularnie rozwija w swojej aplikacji sekcję gier logicznych – sudoku, quizy, skojarzenia i świeżo wprowadzaną grę Literówka. Kampania pojawiła się w Internecie oraz na elektronicznych citilightach AMS. To dawało możliwość testowania kilku wariantów komunikatu, a więc powstało kilka haseł:

„Złam główką słówka” – krótkie zaproszenie do gry.
„Pokaż, kto rządzi słowem” – bardziej zaczepne.
I wreszcie hasło, które najmocniej przyciągało uwagę:
„Zobacz największą LITERÓWKĘ Wyborczej”.

Powyższe zadziałało dlatego, że uruchamiało prosty mechanizm ciekawości i… złośliwości. „Literówka” jest czymś, co zdarza się wszystkim – w gazetach, w Internecie, w wiadomościach. Świetna okazja, aby z kogoś się ponabijać. Ale tutaj okazywało się, że nie chodzi o błąd, a o nazwę gry. Ot taka, mała prowokacja językowa. A reszta, to już sama gra.

Posty powiązane

Zostaw komentarz